Pogadaj z nami :D

sobota, 5 marca 2016

This is the start of how it all ends

Maj
- Proszę otworzyć podręczniki na stronie 215. Przeczytajcie znajdujący się tam wiersz, a następnie dokonajcie jego analizy i interpretacji. - powiedziała nauczycielka, lustrując całą klasę uważnym spojrzeniem zza okularów - Za chwilę kogoś z tego przepytam, więc do pracy. - dodała, myśląc, że zachęci tym niezdyscyplinowanych uczniów do pracy
Koroshio westchnęła cicho i od niechcenia spojrzała na leżącą przede nią książkę. Nie miała siły, ani ochoty by marnować swój cenny czas na takie zbędne zabawy w poetę. Po co jej to tak właściwie potrzebne do życia? Zresztą jak cała ta szkoła. Dziewczyna była żywym dowodem na to, że bez tych wszystkich głupich przedmiotów można normalnie funkcjonować. No powiedzmy, że prawie normalnie. Poza muzyką oczywiście. To była jedyna lekcja, na którą czekała z wytęsknieniem przez cały tydzień. Szczególnie, że Camus zawsze był dla niej taki miły. Często miała wrażenie, że jest jedynym dorosłym, który ją naprawdę rozumiał, a nie tylko udawał, próbując to zrobić. Był jeszcze Nick, ale jego nie widziałam od ponad miesiąca, więc praktycznie przestała go brać pod uwagę.
- Ehhh... - jęknęłam cicho pod nosem, kładąc głowę na ławce - Głupia szkoła
- Panno Tenshi! - Nagle ze słodkiego lenistwa wyrwał ją ostry głos nauczycielki, stawiając tym samym pół klasy na nogi.
- Ja wcale nie śpię. Zaraz zacznę czytać, ok? - odparłam nieco głośniej niż zamierzałam, zwracając na siebie uwagę reszty uczniów, którzy jeszcze nie oderwali się od czytania - Shit.
- Oczywiście. Powiedzmy, że ci wierzę. Jak zawsze zresztą... Jednak tym razem nie o to mi chodziło. - odparła chłodno, nie będąc ani trochę zaskoczoną zachowaniem nastolatki. Zbyt dobrze znała każdego swojego ucznia, a szczególnie tych wyróżniających się w negatywny sposób, jak Koroshio. Prawda była taka, że białowłosa zdążyła już wszystkich przyzwyczaić do swojego trudnego charakteru. Nikt, więc nie był zbytnio zaskoczony - Pani dyrektor cię wzywa. - dodała, pokazując ręką na stojącego w drzwiach niskiego blondyna, którego dopiero teraz zauważyła tak samo dziewczyna, jak i reszta klasy.
- Nic nie zrobiłam! - krzyknęła odruchowo, gwałtownie przy tym wstając i uderzając otwartą dłonią w blat ławki. Nic dziwnego, że po chwili na podłodze leżał już jej zeszyt razem z książką - Przynajmniej nie w tym tygodniu. - dodałam po dłużej chwili, zdecydowanie cichszym i spokojniejszym głosem.
- Ktoś jednak twierdzi inaczej. No już. Zabieraj swoje rzeczy i idź. Za chwilę i tak już będzie dzwonek. - westchnęła kobieta, machając na nią z zniecierpliwieniem dłonią - A reszta wracać do czytania. Bo wam zabiorę przerwę.
Koroshio wolnym krokiem szła przez pogrążony w ciszy korytarz. Nie śpieszyło jej się zbytnio na spotkanie z 'ukochaną' dyrektorką, która jakoś niezbyt przypadła jej do gustu. Może to przez to, że była przyzwyczajona do posiadania nad sobą jakiejkolwiek kontroli, która stawiałaby przed nią co rusz to nowe ograniczniki. A może ta kobieta była po prostu okropna i nie tylko ona jej nie lubiła. Cokolwiek by to nie było, wiedziała, że spotkanie z nią nie będzie należało do najprzyjemniejszych.
Dziewczyna od niechcenia zaczęła jeździć dłonią po lekko chropowatej powierzchni ściany, która przybrudzona od ciągłego dotykania wręcz sama prosiła się o odmalowania. Lubiła to robić, szczególnie, gdy korytarz był tak cichy i pusty jak teraz. Często w środku nocy wychodziło po cichu ze "swojego pokoju" i schodziła na dół, by móc w samotności nacieszyć się pięknem tego miejsca. Bez hałasu, głupich uczniów i natrętnych nauczycieli, pogrążone w całkowitej ciemności, to miejsce stawało się naprawdę magiczne. Wyludnione korytarze nie były dla niej wcale straszne czy martwe, wręcz przeciwnie, żyły one własnym życiem. Koroshio mogłaby przysiąść, że podczas samotnych spacerów słyszy niezrozumiałe dla niej stłumione rozmowy, przeplatane od czasu do czasu cichym śmiechem. Trudno było stwierdzić, czy to była jedynie jej fantazja, czy ta szkoła naprawdę starała pokazać jej swoją inną stronę, w końcu nie była to zwyczajna placówka kształcąca przeciętnych nastolatków. Świat, który został w niej ukryty bynajmniej nie dziwił już dziewczyny i nie spodziewała się, by kiedykolwiek jeszcze miał ją zaskoczyć.
Pogrążona w rozmyślaniach nastolatka niechętnie zatrzymała się przed drzwiami gabinetu Madeline. Nie bawiła się w nazwiska, czy głupie przydomki, nie mówiąc już o tym, że nigdy do nikogo nie zwróciła się per pan czy pani. Sądziła, że po to każdy człowiek dostał imię, by właśnie nim się posługiwać, a wyróżnianie kogoś spośród innych to już w ogóle jakaś kompletna głupota. Może to była rzeczywiście kwestia przekonań, choć raczej wychowania, którego nigdy nie otrzymała, jednak i tak nikt nie mógł tego w żaden sposób zmienić. W końcu, czym nasiąknie za młodu. I tak cudem było, że udało jej się wpoić zwyczaj pukania, nim wepchnie się do kogoś z butami. Gorzej, że nie czekała na żadne proszę, tylko od razu parła na przód. Tym razem jednak, słysząc dochodzące z gabinetu, nie jeden, a dwa, dobrze znane jej głosy wymieniające jej imię, postanowiła poćwiczyć nieco swoją cierpliwość i posłuchać co mają o niej do powiedzenia.

- Koroshio Tenshi? Czy jest pan tego pewien? - zapytała z powątpiewaniem dyrektorka, patrząc na swojego rozmówcę zza grubych szkieł. Była poważnie wyglądająca postać, od której biła nieodparta pewność siebie i siła. Trudno było nie darzyć tej kobiety szacunkiem, nawet, a może szczególnie wtedy, gdy spotykało się ją po raz pierwszy.
- Jak jeszcze nigdy niczego. - odpowiedział pewny siebie policjant, zaczesując palcami do tyłu, lekko siwiejące już włosy, które jednak zgrabnie kamuflowały się wśród jasnych kosmyków.
- Rozumiem, jednak czuję się zobowiązana przedstawić panu wszystkie fakty i konsekwencje tego wyboru. To ogromna...
- Odpowiedzialność? Madeline, do kogo ty to mówisz? Przecież oboje doskonale wiemy, że trudno znaleźć drugiego tak bardzo odpowiedzialną osobą jak ja... Nie chwalą się oczywiście - dodał z lekkim rozbawieniem, posyłając kobiecie, szczery uśmiech - I proszę, przestań do mnie mówić, per pan, czuję się przez ciebie taki stary.
- Ehhh... Nick, ja... Ja się po prostu o ciebie martwię. Ta dziewczyna... Ona... Ona jest nieobliczalna... I niebezpieczna. Sam przecież mówiłeś, że...
- Że ktoś musi się nią porządnie zająć? - zapytał, po raz kolejny wchodząc dyrektorce w zdanie, co, sądząc po jej kwaśnej minie, niezbyt jej się spodobało - Tak. Mówiąc to miałem jednak na myśli rodzinę, a nie kuratora sądowego. Ta dziewczyna potrzebuje opieki. To ją trzeba chronić przed światem, a nie na odwrót.
- I ty chcesz zostać jest zbawcą? Zostać bohaterem? - zapytała ironicznie, nie kryjąc swojej dezaprobaty co do tego pomysłu. Poprawiła okulary, które zsunęły jej się nieco na nos i spojrzała na niego wyczekująco. Miała nadzieję, że uzyska w końcu od niego satysfakcjonujące ją wytłumaczenie jego zamiarów. Funkcjonariusz nie odezwał się nawet słowem, uciekając spojrzeniem gdzieś w bok przed jej nieustępliwym wzrokiem. Kobieta westchnęła cicho, dochodząc do wniosku, że nie dostanie żadnej odpowiedzi - Co na to wszystko Katherine?
Blondym obruszył się nieco na to pytanie, wyraźnie tracąc swoje pozytywne nastawienie. Kobieta od razu wyczuła, że trafiła w czuły punkt, którego powinna się trzymać, jeśli chce wygrać tą partię. Mimowolnie kąciki ust podniosły jej się lekko ku górze. Nigdy nie umiała zachować pokerowej twarzy, gdy w garści miała korzystne dla niej karty, co już dawno zdążyli zauważyć jej podopieczni.
- Kath zawsze stoi po mojej stronie. Ufa mojemu osądowi i...
- Czyżby? - przerwała mu z niemałą satysfakcją, ukrytą gdzieś w kącikach ciemnych oczu - Doskonale znam jej zdanie na temat młodocianych przestępców oraz sceptyczne nastawienie do magii.
- To już postanowione, Madeline. Zabieram ją ze sobą i nie masz tutaj nic więcej do powiedzenia! - powiedział nieco zbyt głośno, gwałtownie się przy tym podnosząc z krzesła.
- A ja coś mam?
Pogrążeni w rozmowie Madelina i Nickolas nie zauważyli nawet kiedy drzwi do gabinetu się otworzyły, a do środka weszła zniecierpliwiona i zbyt ciekawska nastolatka. Żadne z nich nie było w stanie powiedzieć jak długo dziewczyna stoi na progu gabinetu i przysłuchuje się ich rozmowie, jednak sądząc po jej minie, w której zaskoczenie mieszało się z lekkim wzburzeniem, słyszała wystarczająco dużo, by wiedzieć co się dzieje.
- Mogę powiedzieć 'nie', czy znów będziecie decydować za mnie? - zapytała białowłosa, unosząc pytająco do góry prawą brew. Wiedziała, że nie spodoba jej się rozmowa, która zostanie przeprowadzona w gabinecie dyrektorki. Nie sądziła jednak, że wstrząśnie nim ona tak dogłębnie. Nie chodziło o to, że nie lubiła Nick'a. Mężczyzna, choć niemal zupełnie dla niej obcy, zaskakująco szybko zyskał jej sympatię. Nie obchodziło ją też tak naprawdę gdzie jest. Czy to stara rupieciarnia na strychu szkoły, czy jakieś inne miejsce, wszystko było dla niej jedno. Problemem była jej duma i świadomość własne wartości. Nie była rzeczą, którą można było sobie od tak dyrygować, zabierać, przenosić na inne miejsce, a następnie porzucać. Była człowiekiem, a do tego tym z kategorii, który nienawidził, gdy ktoś nim rządził.
- Oczywiście, że... - zaczęła stanowczo Madeline, jednak po raz trzeci już nie dano jej skończyć myśli.
- Masz szesnaście lat. Możesz decydować, pod czyją opieką chcesz pozostać. - powiedział spokojnie Nick, wkładając w swoje słowa tyle ciepła ile tylko zdołał, dopełniając je swoim szczerym uśmiechem - Sądzę jednak, że zanim zdecydujesz, powinnaś chociaż zobaczyć to co ci oferuję. - dodał, wyciągając do niej rękę.
Koroshio stała jak wryta, wciąż nie wiedząc do końca co się dzieje. Wszystko to było dla niej jak sen. Zbyt niesamowite i nieprawdopodobne, by mogłoby się dziać w rzeczywistości. Po tak długim czasie, gdy musiała się zmierzyć z wieloma przeciwnościami losu, ten w końcu postanowił się do niej uśmiechnąć. Ktoś w końcu chce jej dać szansę, wiedząc jak bardzo na nią nie zasługuje. Daje jej wybór, choć jeszcze chwilę wcześniej, zdawało się, że takowego wcale nie ma.Czyżby naprawdę jej życie mogło się tak łatwo zmienić na lepsze?
Dziewczyna uśmiechnęła się mimowolnie na samą myśl, gotowa iść z mężczyzną. Już miała podać mu dłoń, by przekazać mu w ten sposób swoją zgodę, ale powstrzymała się w ostatnim momencie. Co jeśli to wszystko to jedno wielkie kłamstwo? Kolejna głupia sztuczka by ją oszukać? W końcu nikt nie jest tak dobry i bezinteresowny. Takich ludzi już nie ma na świecie. Jednak, czy Nick rzeczywiście byłby zdolny do kłamstwa?
- Tylko jeden dzień. Nie musi być nawet cały. Nie spodoba ci się, przywiozę cię tu z powrotem. Obiecuję. - powiedział łagodnie policjant, widząc wątpliwości w jej oczach i wahania w każdym geście.
Szesnastolatka westchnęła cicho, ale delikatnie pokiwała głową na zgodę. W końcu co miała do stracenia? Tak naprawdę mogła tylko zyskać, jeśli Nick naprawdę będzie chciał ją do siebie zabrać. Tak przynajmniej jej się wydawało.
- Będę czekał na ciebie w samochodzie na dziedzińcu przed szkołą. Nie musisz się śpieszyć. - dodał pośpiesznie.
Nastolatka kiwnęła lekko głową i odwróciła się do nich tyłem, by jak najszybciej wrócić do siebie i się odpowiednio przygotować. Zatrzymała się jednak tuż przed drzwiami i znów skierowała swoją twarz w ich stronę.
- Ale tylko jeden dzień! Nie dłużej! - zaznaczyła wyraźnie, chcąc dać mu do zrozumienia, że ma nad nią żadnej władzy. To ona decyduje o tym, co zrobi i nikt nie ma prawa decydować za nią.
- Oczywiście. A teraz leć już. - powiedział wyraźnie zadowolony z obrotu sytuacji. Wzrokiem pełnym radosnych iskierek odprowadził dziewczynę do wyjścia, a potem jeszcze długo z szerokim uśmiechem na twarzy patrzył na puste miejsce, którym jeszcze przed chwilą stała. Nie uciekło to uwagi dyrektorki, w głowie której zapaliła się lampka. W końcu znalazła brakujący element układanki, a trybiki w jej głowie same naprowadziły ją na właściwy tor. Nareszcie zrozumiała intencje Nick'a i aż żal ścisnął jej serce.
- Nick... - szepnęła cicho, jakby wciąż nie do końca pewna swojej teorii - Ona ci nie zastąpi Gwen.
- Wiem... - westchnął smutno mężczyzna, nie odwracając się nawet do niej. Wciąż patrzył w to samo miejsce, ale jego wzrok stał się jakiś mętny i pusty. Zniknęły radosne iskierki, a w kącikach pojawiła się niechciana wilgoć - Ale może chociaż spróbować.

Dobra, nie ukrywajmy tego, zawaliłam na całej linii jeżeli chodzi o pisanie notek. Mam tyle zaległości, że aż mnie boli od tego głowa ;-; Tyle niezrealizowanych pomysłów. Wypaliłam się chyba z pisaniem. Tak trudno mi cokolwiek sklecić x-x Za wszelakiego rodzaju błędy bardzo przepraszam